Cienie leasingu samochodowego

Kupujemy auto! Długo wyczekiwany dopływ gotówki w firmie stał się faktem, możemy sobie pozwolić na samochód. Szczęśliwi Ci, którzy mogą nabyć je za gotówkę, ale większość z nas stanie przed dylematem: kredyt czy leasing? Kredyt budzi nasze, często uzasadnione obawy, zwłaszcza, że tak dużo słyszy się o nie do końca jasnych warunkach kredytowania w sytuacji utraty płynności finansowej. Natomiast leasing jest najczęściej wybieraną przez przedsiębiorców formą użytkowania samochodów w firmie. A my poddani prawu “racji większości” zaczynamy się zastanawiać nad taką formą nabycia pojazdu. Ale, zaraz… nabycia? Uogólniając leasing  to zaledwie przekazanie praw do użytkowania auta, którego leasingodawca jest właścicielem prawnym a zatem nie będziemy jego właścicielami aż do zakończenia spłaty rat. Co więcej, musimy też wpłacić najczęściej około 10 – 20% wartości samochodu już na wstępie. W Kodeksie Cywilnym jasno określono zasady takiej umowy i choć są one przejrzyste to jednak brutalna rzeczywistość może zachwiać naszą wiarę w leasing. W art. 7091. kc czytamy:  Przez umowę leasingu finansujący zobowiązuje się, w zakresie działalności swego przedsiębiorstwa, nabyć rzecz od oznaczonego zbywcy na warunkach określonych w tej umowie i oddać tę rzecz korzystającemu do używania albo używania i pobierania pożytków przez czas oznaczony, a korzystający zobowiązuje się zapłacić finansującemu w uzgodnionych ratach wynagrodzenie pieniężne, równe co najmniej cenie lub wynagrodzeniu z tytułu nabycia rzeczy przez finansującego. Wszystko jasne, prawda? Gdzie tu niebezpieczeństwo? Otóż we wspomnianej, brutalnej rzeczywistości. Wyobraźmy sobie następująca sytuację:

  • szczęśliwi i pełni entuzjazmu zawieramy umowę leasingu na auto dostawcze wartość 120 tys. zł. Umowa opiewa na 5 lat, płacimy jedynie 5% tzw. wpłaty własnej i wyjeżdżamy nowym dostawczakiem. Nie zapominajmy, że orientacyjny koszt leasingu wyniósł nas o 25% więcej niż wartość auta,

  • wkrótce staje się to, czego niestety łatwo nie wyplenimy – kradzież auta. Ubezpieczyciel używane auto wycenia już znacznie niżej – powiedzmy na 95 tys.,

  • zobowiązanie leasingowe pozostają w wysokości ponad 100 tysięcy.

No dobrze, nie zawsze auto musi być skradzione lub ulec wypadkowi. Wtedy leasing wydaje się dobrym rozwiązaniem, tylko trochę szkoda zniżek. Nie leasingobiorca nie jest przecież właścicielem auta w związku z tym jego ubezpieczenie AC i OC nie uwzględnia zniżek “wyjeżdżonych” przez tyle lat użytkowania innego – naprawdę naszego samochodu. Jednak bać się naprawdę należy bankructwa leasingodawcy. Możliwa jest przecież sytuacja, w której spłaciliśmy już 90% rat, sza budżet odczuł ubytek ponad 100 tys. a auto zostanie i tak zabrane na poczet uregulowania bieżących długów towarzystwa leasingowego. A gdy wierzyciel przyjdzie do Ciebie? Nie uda się na czas spłacić raty i pojazd również może zostać odebrany.

Nie odmawiamy zalet leasingowi, nie przeczymy, że czasem dobrze jest wziąć kredyt na auto. Obie formy użytkowania pojazdu mają swoje zalety. Jednak mądry przedsiębiorca powinien rozważyć inne opcje. Może warto pomyśleć o zupełnie innym rozwiązaniu? Auto używane, jeśli trafimy na niewyeksploatowany egzemplarz wydaje się jakąś alternatywą. Jeśli… Tak naprawdę bardzo często nie potrzebujemy własnego auta do realizacji naszych zadań – zostaje nam jeszcze wynajem.